Wyzwanie dla ludzi z żelaza. Miesiące pracy, której najczęściej nie widać i której wiele osób nie doceni. Zmaganie się z problemami, wyzwaniami, konfliktami, własnymi słabościami. I ogromna satysfakcja na koniec. Gdy wokół ludzie się cieszą, poklepują Cię po plecach i gratulują. Takie jest zarządzanie projektami. Taki jest triathlon. Wbrew pozorom jedno i drugie ma wiele wspólnego. Umiejętności PM’a można wykorzystać w triathlonie, a nawyki z triathlonu pomagają być lepszym PM. Naciągane? Być może. Ale, co Ci szkodzi przeczytać…

Ten pierwszy raz. Za każdym razem

Projekty są jak start w triathlonie po raz pierwszy. Za każdym razem możesz spodziewać się niespodziewanego. Z tą różnicą, że przed Tri więcej z nas będzie czuło respekt. W końcu trzeba najpierw przepłynąć, co najmniej kilkaset metrów wśród innych płynących, później przestawić się na rower, a na końcu jeszcze pokonać dystans biegiem. Gdy sobie o tym pomyślisz od razu pojawia się pierwszy komentarz „gdyby tylko nie pływanie” ;). Jednak, gdy się zdecydujesz to wiesz, że trzeba się przygotować.

I wtedy rusza cały proces. Nie wiesz do końca co się może wydarzyć, więc czytasz, szukasz, sprawdzasz, pytasz. Wiele osób chętnych do pomocy, tylko każdy trochę inny. Potrzebujesz znaleźć swoją drogę. Każdy w zależności od swoich możliwości podchodzi inaczej. Ja nie jestem typowym zawodnikiem Tri, bardziej odnalazłbym się w drużynie rugby ;), jednak ten sport ma swój urok.

W projektach podobnie decydujesz o tym co chcesz dowieźć i w jaki sposób. Czy będzie to bardzo agresywny sposób nastawiony na wygraną, czy raczej na współpracę. Czy robimy to za wszelką cenę, czy tak, żeby biznes był stabilny. Czy ścigamy się z kimś, czy z sobą samym. Ta strategia ma znaczenie i w wyścigu i w projekcie. Inaczej przygotujesz się wtedy do startu. Inaczej dobierzesz zasoby, inaczej postawisz cele, inaczej rozłożysz siły.

To, co warto przenieść z Tri do PM na tym etapie to wyobrażenie sobie efektu i spojrzeniu realnie na swoje możliwości. Chcesz ukończyć dystans IronMan’a? Jaki chcesz osiągnąć wynik? W jakiej formie jesteś? Ile treningów musisz wykonać? Kiedy to zrobisz? Czy znajdziesz na to czas?

Te same pytania możesz zadać sobie w projekcie. A nawet powinieneś. Warto wiedzieć, gdzie się spędzi kilka kolejnych miesięcy lub lat swojej kariery. Ponieważ w przypadku triathlonu boimy się o swoje życie i zdrowie (kilkaset osób w wodzie – jak ratownik doliczy się, że brakuje jednego czepka? ;) ) to przygotowania traktujemy poważnie. W projektach „jakoś to będzie”. To, czego nauczyło mnie startowanie w triathlonie to właśnie patrzenie na projekt nie tylko z perspektywy mety, czyli osiągniętego rezultatu, tylko przygotowań do tego momentu.

Start w Tri to wisienka na torcie. Większość pracy jest niewidoczne

Tak samo jak w projekcie. Niewiele osób doceni dobry harmonogram, plan ryzyka, czy komunikacji. W treningu nikt nie widzi tych momentów, gdy Ci się bardzo nie chce, a Ty mimo to wyszedłeś na trening. Nikt nie widzi kilkuset kilometrów pokonanych na treningach. Robisz to dla siebie.

To co widać to owoce wykonywania solidnej pracy. Systematyczności i solidnego rzemiosła. W przypadku PM nie ma nic romantycznego w kontroli budżetu, celów, kryteriów sukcesu, wymagań, litach zmian. To trzeba zrobić, żeby zobaczyć owoce – produkt na półce, nową linię produkcyjną, czy nowy budynek.

Nie ma znaczenia czy Ci się chce, czy nie. Trening trzeba zrobić. Planowanie też. Możesz olać jedno i drugie, cenę zapłacisz na zawodach. Nie ma znaczenia, czy ktoś to docenia, czy nie. To Twoja robota i nie oczekują za nią nagrody. Trenujesz dla siebie, pracujesz dla siebie. Świat interesuje medal i wynik na mecie. Odpowiednio: na czas, w budżecie, i takie jakie miało być. Nie oczekuj zrozumienia, bo PM’owie generalnie są dziwni ;).

Ryzyko

Tri to fajne ćwiczenie w zarządzaniu ryzykiem. Przygotowujesz się na różne okazji: kopniak w twarz w wodzie, pęknięta dętka, poparzenie słoneczne. Ja dodatkowo brałem pod uwagę wypłukanie soczewek kontaktowych w wodzie ;). A później okazuje się, że przydarzy się coś innego. Jak to w projekcie. Przed startem triathlonu przygotowujesz się w strefie zmian. Wprowadzasz rower, zostajesz oznaczony numerem i masz czas, żeby rozłożyć sprzęt do jazdy na rowerze i biegania oraz zabrać ze sobą sprzęt do pływania (piankę, okulary). Dla mnie to ważny punkt, bo nauczony doświadczeniem sprawdzam jak będę biegł z wody po rower, żeby go później nie szukać (to może wydawać się dziwne, ale czasem nie jest to łatwe, gdy wokół jest sporo podobnych). W głowie symuluję sobie całą procedurę zmiany pianki na sprzęt na rower (kask, koszulka, numer, chip elektroniczny i trochę innych spraw).

To ważne, bo gdy jesteś zmęczony po pływaniu lepiej robić to automatyczną procedurą niż wymyślać. Minimalizujesz ryzyko błędu. Na jakie przygody się przygotowuję?

  • Wypłynięcie lub wywianie soczewek w czasie jazdy na rowerze (zaliczone)
  • Pęknięta dętka. Co ciekawe potrafią przy upale wybuchnąć w strefie zmian, dlatego warto mieć ze sobą ręcznik do zakrycia kół (zaliczone, na szczęście przed wyścigiem)
  • Poparzenie słoneczne (krem częściowo działa, bo zdarza się już w wodzie :( )
  • Przyczepienie się jakiś kamyków do stóp w czasie biegu z wody do roweru (butelka z wodą daje radę)
  • Spadek energii (żele przyklejone do roweru i włożone w buty do biegania, bo inaczej zapomnę)

Mentalnie jestem gotowy też na wyzwanie związane z utratą pedału. Na jednym ze startów straciłem pedał na 22 km przed metą. I kombinowałem, czy dętką nie da się doczepić butów do korby. Nie da się :(. Wyścig ukończyłem. Mój jedyny plan B od tej pory to akceptacja czynna: urwie się to będę napierał, bo wiem, że można.

W projektach wiele rodzajów ryzyka znasz zanim zaczniesz. To, czego nauczył mnie Tri to spojrzenie na detale. Niewiele to kosztuje, a można uniknąć problemów. Pod warunkiem, że zanim wystartujesz przykleisz do roweru zapasową dętkę.

Zmiany

W triathlonie występują trzy dyscypliny. I bardzo ciekawym elementem są przejścia między nimi. Tak jak w projekcie zmiany generują niezły stres, tak  i tutaj zmiany dyscyplin sprawiają niespodzianki, bo:

  • Wychodząc z wody możesz mieć trudności z utrzymaniem równowagi. Gdy pierwszy raz mi się to przydarzyło myślałem, że jestem zbyt zmęczony. A problem jest gdzie indziej. To błędnik przyzwyczaja się do pozycji horyzontalnej. I gdy wstajesz robi niespodzianki. Bardzo szybko wraca do normy, ale gdy o tym nie wiesz, to możesz dziwnie reagować.
  • Przechodząc z roweru do biegu natrafiasz na dwa problemy:

o Zła percepcja prędkości – na rowerze poruszasz się 2-3 razy szybciej niż biegnąc. Dlatego, gdy biegniesz masz nagle wrażenie jakbyś stał w miejscu. Przyspieszasz, a wtedy organizm pracuje zbyt mocno i się „spalasz”. Tutaj prędkościomierz się przydaje, żeby trzymać swoje tempo.

o Nogi jak kołki – przez około 1 km twoje nogi muszą przyzwyczaić się do nowego trybu pracy! Gdy pierwszy raz zsiadłem z roweru i chciałem biec byłem przekonany, że coś mi się stało ;). Nie możesz tego uczucia kontrolować, ono zawsze wystąpi. To co powinieneś wiedzieć, to to, że ustąpi po kilku minutach biegu.

Jak się to ma do projektów? W projekcie też następuje zmiana rytmu na różnych etapach projektu. Wtedy zespół potrzebuje złapać równowagę. Potrzebujesz mierzyć tempo postępu prac, żeby nacisk „góry” nie zmusił Cię do wysiłku, który „spali” twój zespół, bo komuś się wydaje, że za wolno pracujesz. Nowy zespół potrzebuje dogrania, żeby z „kołkowego” biegu przeszedł w płynne działanie.

Po prostu zaakceptuj realia, a nie kłóć się z nimi. Miary i realna ocena możliwości naprawdę pomaga.

Jest jeszcze coś czego nie widać

W obu dyscyplinach, Tri i PM, jest coś bardzo ważnego, co trudno opisać. To decyduje o sukcesie. To osobowość. Dzięki niej niemożliwe staje się możliwe. Nie mam recepty na sukces za każdym razem, ale widzę, że pasja i zaciętość pomagają.

Życzę wam wielu udanych projektowych startów. Godnych ludzi z żelaza

PODZIEL SIĘ
Mariusz Kapusta
Zarządza firmą szkoleniowo-doradczą Leadership Center. Prowadzi projekty grywalizacyjne w Europejskim Instytucie Grywalizacji Biznesu. Ekspert zarządzania projektami, praktyk zastosowania grywalizacji w biznesie. Pasjonat łączenia mechanizmów znanych z gier z innymi dziedzinami życia.Doświadczenie zdobywał prowadząc duże projekty oraz zarządzając międzynarodowymi zespołami w Procter & Gamble. Zdobyte doświadczenie i umiejętności potwierdzają międzynarodowe certyfikaty Project Management Professional PMP®, PMI Agile Certified Professional Professional, Scrum Master oraz International Coach ICC. Aktywny fan triathlonu i biegów długodystansowych. Doświadczenie zawodowe przekłada na tworzenie gier rozwojowych dla dzieci i młodzieży.

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ